Strony

niedziela, 18 grudnia 2016

O życiu, związkach i facetach oczami singielki

Z życia singielki:

Stało się.
Wielka, piękna miłość umarła. Może tak się kocha tylko raz, może więcej, może to nie było to, a może było, ale po prostu się spie*dzieliło, bo o to nie zadbaliśmy. I już nigdy czegoś takiego nie przeżyjemy.

Bo zabrakło nam chęci zmian, bo byliśmy egoistami, bo chcieliśmy zmieniać drugą osobę a w sobie nie widzieliśmy problemu. Bo chcieliśmy być wolni emocjonalnie. A może po prostu do siebie nie pasowaliśmy, ale dużo czasu zajęła Wam decyzja, żeby dopuścić rozsądek przed serducho.

No to jesteśmy wolni. Zbaczamy z jednej, wspólnie obranej drogi, każdy idzie w swoją stronę. Ku ogromnego zdziwieniu wszystkich wokół ("rozstaliście się?", "byliście moją ulubioną parą", "tak do siebie pasowaliście" itd..). Właściwie to sami jesteście zdziwieni, że bez żadnej WIELKIEJ / STRASZNEJ / TRAUMATYCZNEJ i DRAMATYCZNEJ przyczyny po prostu postanowiliście to zakończyć. W dzisiejszych czasach to takie nietypowe, bo prowodyrem musi być ta trzecia osoba, a może nawet dwie (po jedną na jednego partnera). Ale nie w Waszym przypadku, dlatego to budzi takie zainteresowanie Twoich przyjaciół, rodziny oraz innych ludzi, których gówno to powinno obchodzić. Ale ludzie zawsze będą ciekawi - gdzie pracujesz, ile zarabiasz, czym jeździsz i jak wygląda Twoje życie osobiste.

Chciałam się podzielić moimi spostrzeżeniami z rocznego okresu singlowania.. Uwierzcie mi, prowadzę teraz tzw. happy single life i nie potrzebuję żadnego faceta obok siebie do szczęścia. I jak cholernie mnie wkurza, gdy ludzie mi wmawiają "aa tak tylko gadasz, wiadomo że chciałabyś być z kimś, single zawsze tak mówią". Nie, bo gdybym czuła się samotna to bym to powiedziała na głos. Gdybym chciała być z kimś to bym tego nie ukrywała.

I tak, jestem szczęśliwa. Teraz i tu. Sama ze sobą. Zaczynam doceniać rzeczy, których wcześniej nie doceniałam.

Po naszym rozstaniu trochę czasu zajęło mi poukładanie sobie w głowie tego wszystkiego, prawie 6 lat to kawał czasu, więc nie było lekko. Ale w końcu stanęłam na nogi.

I zaczęłam poznawać facetów

I zaczęłam chodzić na randki.

I się kur*a załamałam.

Oczywiście tu jestem winna wyjaśnienia, bo przecież przed chwilą gadałam o happy single life, a tu piszę o randkach i facetach. Myślicie sobie - i gdzie tu logika??

Już tłumaczę. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, nigdy nie miałam z tym problemu i teraz też się to nie zmieniło. Ale to, że się z kimś umówię na kawę (no dobra, herbatę, bo kawy nie piję) nie oznacza od razu, że snuję jakieś wizje siebie w białej sukni przed ołtarzem. Zachowuję dystans, miło spędzam czas i to wszystko. Jak poznam tę właściwą osobę i nadejdzie ta właściwa chwila to pewnie moje podejście się zmieni. Nie mam parcia w tym temacie. Samotność (choć to słowo kojarzy się wszystkim negatywnie) mi odpowiada. A, że lubię pić herbatę... ;) Więc tak... bycie szczęśliwym singlem, któremu odpowiada samotność nie wyklucza spotykania się z facetami.

No dobrze, wróćmy do tematu.

To co się stało z ludźmi w obecnych czasach to jest naprawdę jakaś przesada. Nie mówię, że tylko z facetami, bo z kobietami również. Patrzę, słucham, uczestniczę w tym śmietniku i nie wierzę. Cholera. Jak trudno dzisiejszemu facetowi otworzyć przed kobietą drzwi? Jak trudno dzisiejszej kobiecie jest wyjść z domu bez tony makijażu, który zmienia ją w całkowicie inną osobę? Jak trudno dzisiejszemu facetowi pomylić bycie pewnym siebie i szarmanckim z arogancją i buractwem? Jak trudno dzisiejszej kobiecie pokazać, że jest delikatna, ciepła i przyznać, że kompletnie nie wie co się dzieje pod maską jej samochodu?

Granice się zacierają, faceci stają się bardziej kobiecy i analogicznie kobiety stają się bardziej męskie. Coś mi tu nie gra, coś mi tu nie pasuje, a przede wszystkim to ja nie pasuję do tego świata. Wydaje mi się, że wpadliśmy w błędne koło - nie pozwalamy facetom być prawdziwymi facetami, a oni nie pozwalają nam być prawdziwymi kobietami. Cyrk. Czy poza mną ktoś inny też dostrzega ten absurd? :P


Nie chcę chodzić z facetem na manicure ani pożyczać mu moich ulubionych spodni rurek.

Ja się na to nie piszę.



2 komentarze:

  1. Trafiłam na Twój blog ze względu na powrót do naturalnego koloru włosów, a znalazłam post pod którym mogę się sama podpisać :) Z tymże ja świeżo po rozstaniu więc nawet kawa/herbata nie wchodzą w grę, no nie chcę ;) nie, nie nie! Taki świat "kobiecych mężczyzn i męskich kobiet" mi nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, że przeczytałaś jeszcze coś poza postem z opisem jak wróciłam do naturalnego koloru :)
      A jeśli chodzi o Twój poprzedni związek to jak długo ze sobą byliście? Nie złamało Cię Wasze rozstanie?

      Usuń