Strony

piątek, 4 września 2015

Wspomnienia z Rodos cz. III

Drugi dzień naszej wycieczki objazdowej plan był bardzo okrojony w porównaniu do pierwszego. Tak naprawdę chcieliśmy objechać miasto Rodos, przejechać przez Ialissos, Kremasti aż do Paradisi a stamtąd udać się z powrotem do naszej miejscowości- Faliraki.

Ok, punkt pierwszy podróży to miasto Rodos. Jednak zanim dojechaliśmy do jego centrum zatrzymaliśmy się przy takiej drugorzędnej, prawie pustej plaży, by zrobić kilka zdjęć.



A kiedy trochę się już powyginałam na tej niezbyt zaludnionej plaży powiedziałam "dość! jedziemy dalej" i tak też zrobiliśmy :) Gdzieś po drodze do samochodu zgarnęłam takiego kwiata i wpięłam go we włosy :D A co! Wakacyjny klimat... hahaha


W samym już centrum Rodos, w porcie nacieszyliśmy nasze oczy takimi oto widokami...


A jeszcze bardziej ucieszyliśmy się na widok...


Tego pięknego, błękitnego morza... Dodam tylko, że te zdjęcie nie jest ani w 1 % przerobione, a przedstawione kolory idealnie odzwierciedlają to co cieszyło nasze oczy. :) Niesamowite, prawda?


Oczywiście był też czas na nieco "artystyczne" zdjęcia... Trzeba uwiecznić na nich czasy kiedy jest się młodym i pięknym hahaha.


Było słonecznie, śmiesznie i mokro... Po kilkunastu sekundach "pozowania" na takim małym, betonowym molu(czy molo może być betonowe? :D) zostałam zaatakowana przez olbrzymią falę :D Ok, daliśmy sobie spokój ze zdjęciami i postanowiliśmy, że tutaj (nic dziwnego!) zostaniemy dłuższą chwilę na plażowanie.. :)



Kiedy już wracaliśmy samochodem w stronę Paradissi mijając pozostałe miejscowości po drodze zauważyliśmy, że zbliżamy się do skrzyżowania prowadzącego do Faliraki. Na szczęście chwilę wcześniej mignęła nam wypożyczalnia sprzętu wodnego... także zamiast wracać do hotelu udaliśmy się na pierwszą w życiu przejażdżkę na tej maszynie. Powiem krótko- była MOC!!! Choć początkowo budziło to we mnie ogromny lęk i strach to emocje są nie do opisania :P Każdy musi spróbować tego choć raz w życiu :-)

Było wspaniale :) I pomyśleć, że kiedyś byłam typem plażowiczki, dla której opalanie się przy szumie fal było wystarczającym sportem hahaha :D I na tym właściwie zakończyło się nasze zwiedzanie wyspy autem. Dodam, że ostatnia rozrywka przyniosła nam zdecydowanie najlepsze wrażenia :)

Wrzucę teraz jeszcze kilka zdjęć, takiego mix-u, żebyście mogli podpatrzyć co tam się działo :P A więc...

Widokówki dla znajomych i rodziny to punkt obowiązkowy każdej naszej wycieczki :)


Hybryda na paznokciach to fajna sprawa... Szkoda, że słońce tak szybko zmieniło mi kolor na wyblakły :(


Na wyjazdy nie ruszam się nigdzie bez... KSIĄŻKI :-) A właściwie to dwóch. Na Rodos zabrałam widoczne na zdjęciu "Szafranowe niebo" Lesley Lokko oraz "Dni lata" Jill Barnett. :)


 Mówcie co chcecie.. ale smażony ser o nazwie saganaki to moja ulubiona, grecka potrawa :P Mniam!


Na wieczorne wyjście na drinka biała, lniana sukienka + czerwona pomadka to duet obowiązkowy :D



W parku wodnym równie świetnie się bawiliśmy co na skuterze wodnym :) Adrenaliny nie brakowało... Także dla ludzi lubiących wodną rozrywkę mogę śmiało polecić te oto miejsce :)


P.S Pamiętajcie, żeby zabezpieczać swoją skórę przed promieniowaniem słonecznym :) Ta na twarzy i dekolcie jest delikatniejsza, dlatego ja na miejsca stosowałam krem vichy (na wykończeniu z poprzedniego roku) i pharmaceris- oba z SPF30 na ciało zaś olejek Hawaiian Tropic z SPF15. Opalenizna opalenizną, ale szkód wyrządzonych naszej cerze się nie cofnie... (taka tam mała obsesja) :)



No cóż moi mili :) Ten post powoli dobiega końca... Jeśli zapytalibyście się mnie czy polecam Wam Rodos jako miejsce na wakacyjny wyjazd odpowiedziałabym twierdząco pod warunkiem, że jedziecie tam na 7 czy 8 dni. Bo tyle w zupełności wystarczy, żeby połączyć aktywne spędzanie czasu z leniuchowaniem na plaży :) Rodos jak dla mnie jest nieco mniej grecka niż Kreta, ale możecie być pewni, że pogoda Was nie zawiedzie. Znajdziecie tu piękne, choć w większości kamieniste plaże, pyszne greckie jedzenie, dzikie kozy na drodze a także dużo gór i skał... Krajobraz zdecydowanie cieszy oko. :) 

Ciekawe gdzie moja dusza podróżnika (a może stopa? :D) wyląduje następnym razem.. hm... Już się rozmarzyłam :) Dobranoc!