Strony

środa, 26 sierpnia 2015

Wyspa słońca... czyli wspomnienia z Rodos cz.1

Kiedy człowiek czeka cały, okrąglutki rok na wakacyjny wyjazd czas się niesamowicie dłuży.  Teraz nie mogę uwierzyć, że to już po :(. Niecierpliwość dodatkowo wzmagania poszukiwanie wakacyjnej lokalizacji. I choć w tym roku główny cel podróży mieliśmy obrany już dawno, dawno temu tak wybranie miejscowości na naszej wakacyjnej wyspie przysporzyło nam sporo zmartwień. Prawdę mówiąc, gdy rok temu grzaliśmy się na Krecie wiedziałam, że następne wakacje również spędzimy w greckich rejonach. 

W tym roku było to tylko 8 dni, wyjazd zorganizowany przez biuro podróży -> kierunek wyspa Rodos, miejscowość Faliraki. Dlaczego akurat Rodos? Nie wiem! Naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, że celowaliśmy w tę wyspę... Może dlatego, że jest to miejsce zwane "wyspą słońca" ze względu na rekordową liczbę upalnych dni? Może dlatego, że moja koleżanka, która była na Rodos jakiś czas temu zdecydowanie ją polecała? W każdym razie pierwsza, zupełnie niezobowiązująca myśl w mojej głowie przekształciła się w cel tegorocznej podróży. 

Ok, koniec tego gadania!



Czas na fotorelację!


Turystyczne rejony Rodos, w tym (co oczywiste) miejscowość Faliraki przepełnione są sklepami z pięknymi pamiątkami. 




A taką zarąbistą łyżeczkę do miodu sprezentował mi mój Patryk! <3


Czymże byłaby Grecja bez pysznej oliwy z oliwek? Cóż, wybór wcale nie był mały...


Wieczorem można się zrelaksować przy pięknych fontannach...


A po śniadaniu wyruszyć nad piękną zatokę Anthony Quinn Bay.



Dla takich widoków opłacało się spacerować w 35 stopniowym upale przez ponad 30 minut...



Plaża z góry wyglądała tak:



A po plażowaniu w tej krystalicznej wodzie czas na naszą ulubioną, grecką przekąskę- pitę!


W towarzystwie tego oto pięknego kolegi :)


Wieczorem postanowiliśmy odwiedzić stolicę wyspy Rodos- miasto Rodos :D I przez to, że Patryk cyknął mi kilka zdjęć uciekło nam kilka autobusów... a na następny czekaliśmy ponad pół godziny :D Ma-sa-kra. Było już dość późno i mieliśmy wracać do hotelu, ale w końcu nadjechał nieszczęśnik :P


Szczerze opadaliśmy z sił. Pospacerowaliśmy chwilę podziwiając urocze, greckie widoki:




Następnego dnia wsiedliśmy w wypożyczony samochód i wyruszyliśmy w trasę :)


 Ponieważ wyspa Rodos nie jest tak ogromna jak Kreta cel mieliśmy prosty- pierwszego dnia zobaczyć jak najwięcej a drugiego dnia wrócić do najfajniejszego miejsca :P 

Po drodze minęliśmy znane już z poprzedniego roku modelki :D


I pierwszym punktem docelowym była flagowa plaża Rodos-Tsambika Beach. Niestety naprawdę nas ona rozczarowała. Dlatego też nie pokażę Wam żadnego zdjęcia hahaha :D

Natomiast wypożyczenie samochodu na Rodos jest konieczne! Chociażby dla takich, krótkich postojów...



Rodos (podobnie jak Kreta) jest mixem wody, gór i zieleni... 


Choć nie było to planowane zajechaliśmy na plażę Agia Agathi... Ale zanim tam trafiliśmy podziwialiśmy "poboczne" widoki....


Natomiast sama plaża była doskonała. Mięciutki piaseczek, brak kamieni w wodzie. Żyć nie umierać ! :) Nasz postój, choć zupełnie niezamierzony nieco się tutaj wydłużył na leniuchowanie w wodzie.



niedługo część druga :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz