Strony

niedziela, 5 lipca 2015

I adore You, LONDON!

W zeszły poniedziałek zupełnie spontanicznie wyruszyliśmy na jednodniową przejażdżkę do Londynu, choć nasze początkowe plany były zupełnie przeciwne londyńskiemu zgiełkowi. Póki mieszkamy w Bristolu (a to już niedługo) chcieliśmy skoczyć do pięknej Kornwalii... Niestety pogoda zweryfikowała nasz wspólny 'day off' i padło na Londyn.


No i przepadłam kolejny raz.

Tym razem może nawet i bardziej.


Największą frajdę zdecydowanie dostarczyło nam wypożyczenie rowerów, które kształtuje się w kosztach 2 funty za rower/doba. WOW :D



Jednocześnie należałoby dodać, że jazda rowerem po Londynie do najbezpieczniejszych zabaw nie należy. Wyobraźcie to sobie tylko- ruch lewostronny, czteropasmówki i uczestnicy ruchu drogowego, którzy za nic w świecie nie przestrzegają przepisów hahaha. Tak... Tak właśnie było :D No ale jesteśmy cali i zdrowi :)

Zamieszczę Wam kilka zdjęć, które zrobiliśmy podczas tej krótkiej wycieczki. Choć z góry podpowiem, że one ZUPEŁNIE nie oddają uroku tego energicznego miasta :)

Zapraszam :)


Ten koń jest przepiękny!!!!!








To co widać na zdjęciach to tylko mała część tego co udało nam się zobaczyć. Z polecenia kolegi zajechaliśmy także do China Town... 



... gdzie piliśmy przepyszną Bubble Tea!


Zjedliśmy też obiad w jednej z restauracji (o ile te "knajpy" można tak nazwać)- wybraliśmy taką, której internetowe recenzje były zachęcające.. No ale niestety jedzenie okazało się porażką :P Już chyba nigdy nie spróbujemy innego "chińczyka" poza "rodzimym" w Stargardzie :D Gdziekolwiek indziej próbujemy to zawsze nie jest to :(


A tutaj nasze towarzystwo do "chińczyka" na wynos. To się ceni :)


No i jest! M&M's World! Oczyyywiście, że musieliśmy tam wejść. Było pięknie, kolorowo, czekoladowo :)




Ten londyński queenguard był super :D


No a ten zaproponował mi podwózkę :D haha


Na koniec dodam jeszcze, że spóźniliśmy się 3 minuty na nasz autobus powrotny do Bristolu. Moja pierwsza reakcja była taka "spokojnie, skoro nasz autobus z rana był opóźniony 20 minut to ten o 19 będzie tym bardziej, to LONDYN tu zawsze wszystko się spóźnia".

No ale


nie tym razem :D

Po prostu nam zwiał. Początkowo byliśmy załamani, ale później, żeby nie tracić czasu na Victorii Coach Station postanowiliśmy z powrotem popedałować po Londynie :) I choć było to tydzień temu to cały czas mam takie WOW jak przypomnę sobie naszą małą poniedziałkową podróż.


Londyn jest cudownym miastem. Owszem panuje tam zgiełk, jest mnóstwo turystów, jest wręcz aż "ciasno" i wszędzie są kolejki, ale to wszystko ma swoisty urok. Ja chyba lubię takie miejsca gdzie wszyscy są w pośpiechu... Czuję się wtedy szczęśliwa, czuję że żyję :D Jeśli będziemy chcieli zostać w Anglii nieco dłużej to na pewno chciałabym jakiś czas pomieszkać w stolicy... 

Buziaki, 
Klaudia :)