Strony

niedziela, 15 listopada 2015

Classy Wedding Guest Makeup

Cześć.
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam klasyczny delikatny, aczkolwiek zarazem wyrazisty makijaż, który doskonale nadaje się na różne specjalne okazje. Posłużył on mi na weselu, na którym bawiłam się w tę środę 11-ego listopada. Do jego wykonania użyłam także moich nowych dwóch MAC-owych perełek, które również w tym poście przedstawię.


Przed każdym, ważniejszym wyjściem musimy odpowiednio (choć powinniśmy robić to raczej na co dzień) zadbać o naszą cerę. Makijaż  utrzymuje się tak dobrze jak dobrze przygotowana jest nasza cera. Tego się nie da oszukać ;)

T W A R Z 

Zanim zaczęłam nakładać kosmetyki kolorowe standardowo użyłam kremu. W moim przypadku jest to krem VICHY Aqualia Thermal w tej lżejszej wersji. Sprawuje się całkiem nieźle, także mogę go polecić.
Podkład, który jest moim ostatnim ulubieńcem i który również tego dnia zagościł na mojej twarzy to Mac Studio Fix. Podoba mi się jego krycie, oraz efekt- zdrowej, promiennej cery z "refleksami świetlnymi" a nie płaskim matem. Jego największym minusem jest zapach, który przypomina farbę -taką do ścian :(
Dla przedłużenia żywotności podkładu zastosowałam puder Bell 2skin Pocket. Uwielbiam go również za naturalne wykończenie. Nie mogłam też pominąć rumieńców, które zrobiłam za pomocy różu również z tej samej serii co puder- w odcieniu 53.


O C Z Y

Żeby przygotować makijaż oczu na całonocne szaleństwo zdecydowałam się na użycie nowej w mojej kosmetyczce bazy Artdeco (wcześniej używałam tej z firmy Hean). I powiem Wam, że jest doskonała :)
Chwilę później na całą ruchomą powiekę nałożyłam pierwszą nową perełkę z MAC- cień w odcieniu ( :D ) Sweet Heat. To piękny odcień różowego złota, który w wersji solo + eyeliner pięknie podbija jasny kolor tęczówki i sprawuje się doskonale w makijażu dziennym.
W zewnętrzny kącik oka nałożyłam drugiego mojego ulubieńca - cień MAC Stolen Moment (cudowny, chłodny brąz przełamany lekko szarością) i go roztarłam łącząc go z poprzednikiem.
Na górnej powiece zrobiłam kreskę świetną, czarną kredką z Gosh, po czym zrobiłam na niej cieńszą kreskę eyelinerem z Eveline.
Na dolną powiekę (na 2/3 długości) użyłam również kredkę z firmy Gosh natomiast w odcieniu Rebelious Brown, który ubóstwiam :)
Do tego mocno wytuszowałam rzęsy maskarą Maybelline Lash Sensational. I to wszystko! :-)


B R W I

Tu krótko i na temat- wystarczył kremowy cień Maybelline w odcieniu Permanent Taupe (oczywiście po uprzedniej wizycie u kosmetyczki na hennie z regulacją :P)


U S T A

Ponieważ w tym makijażu chciałam, żeby to oczy grały pierwsze skrzypce postawiłam na naturalny odcień delikatnie perłowej pomadki. Jest to pomadka Chanel Rouge Coco Shine w kolorze 54- BOY. Uwielbiam! :)


I to już wszystko co zrobiłam, żeby wykonać ten prosty, wyjściowy makijaż. Uważam, że jest to propozycja klasyczna- bez względu na kolor oczu czy włosów.





Na zakończenie pokażę Wam jeszcze zdjęcie cieni z MAC-a oraz ich napigmentowaniem na skórze dłoni (bez bazy). R e w e l a c j a :)



(na lewo: Stolen Moment, na prawo: Sweet Heat)


piątek, 4 września 2015

Wspomnienia z Rodos cz. III

Drugi dzień naszej wycieczki objazdowej plan był bardzo okrojony w porównaniu do pierwszego. Tak naprawdę chcieliśmy objechać miasto Rodos, przejechać przez Ialissos, Kremasti aż do Paradisi a stamtąd udać się z powrotem do naszej miejscowości- Faliraki.

Ok, punkt pierwszy podróży to miasto Rodos. Jednak zanim dojechaliśmy do jego centrum zatrzymaliśmy się przy takiej drugorzędnej, prawie pustej plaży, by zrobić kilka zdjęć.



A kiedy trochę się już powyginałam na tej niezbyt zaludnionej plaży powiedziałam "dość! jedziemy dalej" i tak też zrobiliśmy :) Gdzieś po drodze do samochodu zgarnęłam takiego kwiata i wpięłam go we włosy :D A co! Wakacyjny klimat... hahaha


W samym już centrum Rodos, w porcie nacieszyliśmy nasze oczy takimi oto widokami...


A jeszcze bardziej ucieszyliśmy się na widok...


Tego pięknego, błękitnego morza... Dodam tylko, że te zdjęcie nie jest ani w 1 % przerobione, a przedstawione kolory idealnie odzwierciedlają to co cieszyło nasze oczy. :) Niesamowite, prawda?


Oczywiście był też czas na nieco "artystyczne" zdjęcia... Trzeba uwiecznić na nich czasy kiedy jest się młodym i pięknym hahaha.


Było słonecznie, śmiesznie i mokro... Po kilkunastu sekundach "pozowania" na takim małym, betonowym molu(czy molo może być betonowe? :D) zostałam zaatakowana przez olbrzymią falę :D Ok, daliśmy sobie spokój ze zdjęciami i postanowiliśmy, że tutaj (nic dziwnego!) zostaniemy dłuższą chwilę na plażowanie.. :)



Kiedy już wracaliśmy samochodem w stronę Paradissi mijając pozostałe miejscowości po drodze zauważyliśmy, że zbliżamy się do skrzyżowania prowadzącego do Faliraki. Na szczęście chwilę wcześniej mignęła nam wypożyczalnia sprzętu wodnego... także zamiast wracać do hotelu udaliśmy się na pierwszą w życiu przejażdżkę na tej maszynie. Powiem krótko- była MOC!!! Choć początkowo budziło to we mnie ogromny lęk i strach to emocje są nie do opisania :P Każdy musi spróbować tego choć raz w życiu :-)

Było wspaniale :) I pomyśleć, że kiedyś byłam typem plażowiczki, dla której opalanie się przy szumie fal było wystarczającym sportem hahaha :D I na tym właściwie zakończyło się nasze zwiedzanie wyspy autem. Dodam, że ostatnia rozrywka przyniosła nam zdecydowanie najlepsze wrażenia :)

Wrzucę teraz jeszcze kilka zdjęć, takiego mix-u, żebyście mogli podpatrzyć co tam się działo :P A więc...

Widokówki dla znajomych i rodziny to punkt obowiązkowy każdej naszej wycieczki :)


Hybryda na paznokciach to fajna sprawa... Szkoda, że słońce tak szybko zmieniło mi kolor na wyblakły :(


Na wyjazdy nie ruszam się nigdzie bez... KSIĄŻKI :-) A właściwie to dwóch. Na Rodos zabrałam widoczne na zdjęciu "Szafranowe niebo" Lesley Lokko oraz "Dni lata" Jill Barnett. :)


 Mówcie co chcecie.. ale smażony ser o nazwie saganaki to moja ulubiona, grecka potrawa :P Mniam!


Na wieczorne wyjście na drinka biała, lniana sukienka + czerwona pomadka to duet obowiązkowy :D



W parku wodnym równie świetnie się bawiliśmy co na skuterze wodnym :) Adrenaliny nie brakowało... Także dla ludzi lubiących wodną rozrywkę mogę śmiało polecić te oto miejsce :)


P.S Pamiętajcie, żeby zabezpieczać swoją skórę przed promieniowaniem słonecznym :) Ta na twarzy i dekolcie jest delikatniejsza, dlatego ja na miejsca stosowałam krem vichy (na wykończeniu z poprzedniego roku) i pharmaceris- oba z SPF30 na ciało zaś olejek Hawaiian Tropic z SPF15. Opalenizna opalenizną, ale szkód wyrządzonych naszej cerze się nie cofnie... (taka tam mała obsesja) :)



No cóż moi mili :) Ten post powoli dobiega końca... Jeśli zapytalibyście się mnie czy polecam Wam Rodos jako miejsce na wakacyjny wyjazd odpowiedziałabym twierdząco pod warunkiem, że jedziecie tam na 7 czy 8 dni. Bo tyle w zupełności wystarczy, żeby połączyć aktywne spędzanie czasu z leniuchowaniem na plaży :) Rodos jak dla mnie jest nieco mniej grecka niż Kreta, ale możecie być pewni, że pogoda Was nie zawiedzie. Znajdziecie tu piękne, choć w większości kamieniste plaże, pyszne greckie jedzenie, dzikie kozy na drodze a także dużo gór i skał... Krajobraz zdecydowanie cieszy oko. :) 

Ciekawe gdzie moja dusza podróżnika (a może stopa? :D) wyląduje następnym razem.. hm... Już się rozmarzyłam :) Dobranoc! 

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Wspomnienia z Rodos cz. II

Witam Was w kolejnej, drugiej części mojej małej fotorelacji z wakacji na Rodos. Bez zbędnego gadania przechodzę do kontynuacji :)


Po plażowaniu w Agia Agathi punktem na naszej liście było miasto Lindos. Jest to jedno z najbardziej popularnych miejsc na wyspie ze względu na wspaniałe, piaszczyste plaże jak i zapierający w dech naturalny krajobraz. Nie wierzycie?


A teraz ? :) Widok na Akropol również zrobił na nas wrażenie...


A sama droga na jego szczyt cieszyła nasze oczy takimi oto widokami :) 





No i jesteśmy!


Patryk testował kamerę GoPro. Szczerze? Mój canon zdecydowanie wygrywa :D (no ok, ale nie w ekstremalnych warunkach)


Wspaniałe widoki!!!






I piękna zatoka Lindos po raz ostatni... <3


Prawdziwie greckie miasto, prawda?


A po Lindos stała się rzecz najgorsza- padł mi akumulator w aparacie :(. Na szczęście nawet jak jest całkowicie wyczerpany to zawsze wiem, że uda mi się cyknąć kilka ostatnich zdjęć. I zrobiłam to właśnie w miejscowości Prasonissi


Jest to prawdziwy raj dla kitesurferów jak i windsurferów... Ah, pewnego dnia się odważę i spróbuję któregoś z tych sporów wodnych :D No i ze względu na położenie tego miejsca (południe) pomiędzy morzem Śródziemnym a Egejskim było tam mega wietrzenie... Wiecie co to znaczy? Fale fale fale !
Na tym zdjęciu widać oba morza... tylko które jest które?! :D


Zrobiło się już późno (w końcu tyle zobaczyliśmy i przejechaliśmy w ciągu jednego dnia) i postanowiliśmy, że wrócimy do naszego hotelu ale... zachodnim wybrzeżem wyspy. Powiem Wam jedno- było dziko! Kilka razy zbłądziliśmy, dzikie kozy zastawiły nam drogę i nie chciały się ruszyć... Dotarliśmy do małego, przydrożnego kramu w Monolithos, umieszczonego przy wysokiej skarpie, z której widok był po prostu bajeczny... Zjedliśmy najpyszniejsze, najsłodsze nektarynki w życiu, opędzając się jednocześnie od os i głaszcząc tę piękną, małą kózkę:


Skradła moje serducho <3 Tylko spójrzcie no :)

A przy okazji podziwialiśmy zachód słońca... Tutaj, już moja lustrzanka nie podołała, także zdjęcie robione za pomocą GoPro :)


Po zachodzie słońca zrobiło się naprawdę późno (i ciemno) dlatego wróciliśmy do hotelu i padliśmy wręcz z przemęczenia ;) Ale dobre wieści były takie, że praktycznie zwiedziliśmy całą wyspę- zostały nam tylko okolice stolicy- miasta Rodos. Także grafik na drugi dzień nie był już tak napięty. Ale to już w kolejnym ostatnim poście, OK? :)

środa, 26 sierpnia 2015

Wyspa słońca... czyli wspomnienia z Rodos cz.1

Kiedy człowiek czeka cały, okrąglutki rok na wakacyjny wyjazd czas się niesamowicie dłuży.  Teraz nie mogę uwierzyć, że to już po :(. Niecierpliwość dodatkowo wzmagania poszukiwanie wakacyjnej lokalizacji. I choć w tym roku główny cel podróży mieliśmy obrany już dawno, dawno temu tak wybranie miejscowości na naszej wakacyjnej wyspie przysporzyło nam sporo zmartwień. Prawdę mówiąc, gdy rok temu grzaliśmy się na Krecie wiedziałam, że następne wakacje również spędzimy w greckich rejonach. 

W tym roku było to tylko 8 dni, wyjazd zorganizowany przez biuro podróży -> kierunek wyspa Rodos, miejscowość Faliraki. Dlaczego akurat Rodos? Nie wiem! Naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało, że celowaliśmy w tę wyspę... Może dlatego, że jest to miejsce zwane "wyspą słońca" ze względu na rekordową liczbę upalnych dni? Może dlatego, że moja koleżanka, która była na Rodos jakiś czas temu zdecydowanie ją polecała? W każdym razie pierwsza, zupełnie niezobowiązująca myśl w mojej głowie przekształciła się w cel tegorocznej podróży. 

Ok, koniec tego gadania!



Czas na fotorelację!


Turystyczne rejony Rodos, w tym (co oczywiste) miejscowość Faliraki przepełnione są sklepami z pięknymi pamiątkami. 




A taką zarąbistą łyżeczkę do miodu sprezentował mi mój Patryk! <3


Czymże byłaby Grecja bez pysznej oliwy z oliwek? Cóż, wybór wcale nie był mały...


Wieczorem można się zrelaksować przy pięknych fontannach...


A po śniadaniu wyruszyć nad piękną zatokę Anthony Quinn Bay.



Dla takich widoków opłacało się spacerować w 35 stopniowym upale przez ponad 30 minut...



Plaża z góry wyglądała tak:



A po plażowaniu w tej krystalicznej wodzie czas na naszą ulubioną, grecką przekąskę- pitę!


W towarzystwie tego oto pięknego kolegi :)


Wieczorem postanowiliśmy odwiedzić stolicę wyspy Rodos- miasto Rodos :D I przez to, że Patryk cyknął mi kilka zdjęć uciekło nam kilka autobusów... a na następny czekaliśmy ponad pół godziny :D Ma-sa-kra. Było już dość późno i mieliśmy wracać do hotelu, ale w końcu nadjechał nieszczęśnik :P


Szczerze opadaliśmy z sił. Pospacerowaliśmy chwilę podziwiając urocze, greckie widoki:




Następnego dnia wsiedliśmy w wypożyczony samochód i wyruszyliśmy w trasę :)


 Ponieważ wyspa Rodos nie jest tak ogromna jak Kreta cel mieliśmy prosty- pierwszego dnia zobaczyć jak najwięcej a drugiego dnia wrócić do najfajniejszego miejsca :P 

Po drodze minęliśmy znane już z poprzedniego roku modelki :D


I pierwszym punktem docelowym była flagowa plaża Rodos-Tsambika Beach. Niestety naprawdę nas ona rozczarowała. Dlatego też nie pokażę Wam żadnego zdjęcia hahaha :D

Natomiast wypożyczenie samochodu na Rodos jest konieczne! Chociażby dla takich, krótkich postojów...



Rodos (podobnie jak Kreta) jest mixem wody, gór i zieleni... 


Choć nie było to planowane zajechaliśmy na plażę Agia Agathi... Ale zanim tam trafiliśmy podziwialiśmy "poboczne" widoki....


Natomiast sama plaża była doskonała. Mięciutki piaseczek, brak kamieni w wodzie. Żyć nie umierać ! :) Nasz postój, choć zupełnie niezamierzony nieco się tutaj wydłużył na leniuchowanie w wodzie.



niedługo część druga :-)