Strony

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014

Koniec roku to czas przemyśleń, podsumowań i snucia planów na kolejne, nowe miesiące. Nie wiem jak Wy, ale nie jestem osobą, która z dniem 1 stycznia wypisuje sobie na kartce/w pamiętniku listę punktów do zrealizowania. Dla mnie byłoby to zbyt wymuszone. Zdecydowanie bardziej wolę jak nowe cele pojawiają się w mojej głowie ot tak, spontanicznie, z dnia na dzień. I jeśli rzeczywiście są dla mnie istotne to nie ma mowy, żebym o nich zapomniała. Jednakże jeśli jesteście wzrokowcami i potrzebujecie codziennej motywacji w postaci "przypominajki" fajnie jest zrobić mapę marzeń. Ostatnio koleżanka z pracy o tym wspomniała i uważam, że to naprawdę ciekawy pomysł. 

A wracając do rocznych podsumowań... jeny, to naprawdę już?? Pamiętam jak jeszcze na początku listopada zdecydowałam, że dodam takiego posta... KIEDY TO ZLECIAŁO, ja się pytam? :D Czy to możliwe, że im jesteśmy starsi tym czas nam płynie szybciej? Bo takie odnoszę wrażenie.

Zatem, zapraszam Ciebie drogi czytelniku na wspólną wycieczkę wstecz... o jeden rok. Zobaczmy co takiego wydarzyło się w moim życiu, co się zmieniło, jak ten rok na mnie wpłynął... Postaram się wybrać z każdego miesiąca jedno najważniejsze dla mnie wydarzenie:

1. Styczeń
 Jako styczniowa dziewczyna chyba nie muszę pisać, że najbardziej w pamięci utkwiły mi.. moje 22 urodziny! Poza tym, że im jestem starsza tym mniej rozrywkowa te urodziny mój chłopak zaplanował idealnie. (jak widać na zdjęciu :P) Zjedliśmy razem kolację w bardzo klimatycznej restauracji; w międzyczasie jak poszłam do łazienki i wróciłam... znalazłam na stole pudełeczko z biżuterią, dostałam piękny bukiet ogromnych róż- co tu więcej pisać- było IDEALNIE! 


2. Luty
  Wspominam jako miesiąc na nartach... choć w rzeczywistości było to tylko 6 dni :D W każdym razie wtedy zdecydowaliśmy się z moją drugą połówką na wyjazd do Zakopanego z racji tego, że nie żadne z nas nigdy nie jeździło ani na nartach ani na desce. Mieszkaliśmy w pięknym, góralskim pokoju na poddaszu. A wrażenia ze stoku? BEZCENNE. Nigdy, przenigdy nie sądziłam, że to może być taka frajda... Choć mój pierwszy zjazd trwał wieki i wiązał się ze zrezygnowaniem, poobijanym ciałem i prawie płaczem :P Za to każdy kolejny był już co raz lepszy, przynosił więcej frajdy! Dlatego okropnie żałuję, że w tym sezonie nie odwiedzimy gór w tym celu, bo przyjemność jest niesamowita! Kto by pomyślał, że zima może być taka fajna... Do tego grzane wino, oscypki, Krupówki nocą... chcę tam wrócić! Następna zima będzie moja, obiecuję!

3. Marzec 
  Przeglądam swoje zdjęcia marcowe i tak myślę "cholera, nic szczególnego się wtedy nie wydarzyło". Ale czasem każdy człowiek potrzebuje takiej dobrze znanej mu rutyny. Ponieważ wtedy jeszcze mieszkałam w Szczecinie a nie w swoim rodzinnym mieście to jeśli miałam dwa dni wolnego często wracałam do domu, bo.. wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Studenci mieszkający na stancji czy w akademiku pewnie wiedzą o czym mówię. Dlatego tutaj nie wrzucę żadnej wystrzałowej, szalonej foty, jedynie zdjęcie z trasy Szczecin-> rodzinne miasto, która taaaak mi obrzydła przez moją 3letnią karierę studencką. 


4. Kwiecień
  Od czterech lat jest miesiącem moim i Patryka. Bo wtedy, dokładnie siódmego kwietnia mamy rocznicę. I oczywiście w tym roku ją obchodziliśmy... Wszystko byłoby pięknie, chciałabym, żeby w tym miejscu, w tym akapicie były same ochy i achy związane właśnie z moim związkiem, z tym, że tak długo wytrzymałam z moim chłopakiem (i on ze mną), ale niestety ten kwiecień był inny niż pozostałe. Mianowicie dostałam od życia "po pysku". Dosłownie. Dowiedziałam się wtedy, że jedna z osób mojej rodziny jest chora.. na nowotwór. Nie ma słów, które by opisały jak wtedy się czułam. Negatywne myśli całkowicie zaprzątnęły moją głowę, moją codzienność, moją rutynę. Całkowicie rozstroiłam się nerwowo. Nie potrafiłam udźwignąć ciężaru tej informacji. Wszystko stało się inne. Z dziewczyny, która non stop się uśmiecha stałam się pesymistką... świat przestał być kolorowy, stał się szary. Zmieniło się wszystko. Najbardziej chyba moje priorytety.. Zrozumiałam co tak naprawdę jest dla mnie najważniejsze, co daje mi poczucie spełnienia, co mnie uszczęśliwia... Czas stanął dla mnie w miejscu, wyrwałam się ze ślepego pędu ludzi XXI wieku. Zaczęłam doceniać proste rzeczy. Zaczęłam doceniać czas, choćby miały to być wspólne zakupy czy milczenie razem. Z beztroskiej dziewczynki stałam się troskliwą osobą. Taką dla której nie ma dnia, żeby nie zastanawiała się "czy jest dobrze". Taką, która tęskni mocniej niż kiedykolwiek. Mogłabym pisać o tym godzinami, dobrze że nie ma (może jest? :D) limit znaków. To mój życiowy bagaż i choćby nie wiem jak był ciężki będę starała się go udźwignąć!


5. Maj
  W maju jak w raju! Przeglądam zdjęcia majowe i poza tym, że peeełno na nich zdjęć natury ze spacerów to znalazłam także zdjęcie ze wsi gdzie mieszka moja babcia z dziadkiem. Jest to miejsce tak W Y J Ą T K O W E, tak magiczne, że uwielbiam być tam i ładować swoje baterie, by odcinać się od świata, zapominać o problemach, wspominać przeszłość. Czuję się tam na powrót małą dziewczynką, którą cieszy widok kwiatów, psa, kota, kur, pianie koguta o poranku, klekotanie bocianów, widok krów... przejażdżka rowerowa, spacer nad rzekę, zapach kwitnącej czereśni. Zbyt dużo by wymieniać. Ale najważniejsze są dla mnie wspomnienia z dzieciństwa! To one czynią te miejsce wyjątkowym! Dom pełen miłości od babci i dziadka- babcia pomalowana przez kilkuletnie wnuczki, rzekłabym "tragicznie" idzie do sklepu z krzywą kitką na czubku głowy; dziadek wozi nas na sankach; ja i siostra bierzemy miotłę by strącić wiszące sople spod dachu i je lizać (przyznać się kto też tak robił? :D); babcia pozwala nam nabijać produkty na kasę fiskalną u siebie w sklepie, wieczorne (godzina 19) spacery po mleko prosto od krowy (ble!) z dziadkiem, przyklejanie listków lipy na nosy, zawieszanie czereśni jako kolczyki... Babcia zmuszona zjechać z nami ze zjeżdżalni w aquaparku!!! Babcia opowiadająca do snu mi i mojej dwa lata starszej siostrze historie z młodzieńczych lat mojej mamy i jej siostry. Dziadek opowiadający bajkę o ruNcajsie (dopiero kilka dni temu okazało się, że to ruMcajs :D) Przysięgam na wszystko co możliwe, ale to miejsce jest dla mnie tak ważne, tak niesamowite... nie mogę się doczekać aż znów tam będę, zamknę oczy i do mojej głowy napłynie masa pięknych wspomnień! Życzę każdemu odnalezienia swojego małego, prostego raju na ziemi. (zdjęcie przedstawia główną ulicę na "mojej" wsi)


6. Czerwiec
  Był dla mnie miesiącem długo wyczekiwanym z jednego, bardzo ważnego powodu: skończyłam (prawie) studia. W każdym razie ostatni semestr zaliczyłam a obronę pracy licencjackiej zostawiłam sobie na jesień. Mimo to odczułam niesamowitą ulgę, że to już (prawie po raz drugi :D!) koniec. Koniec ze studiami, które okazały się jedną z największych porażek w moim życiu, ale wydaje mi się że o tym już pisałam... Koniec też z akademikiem! Czas wrócić do rodzinnego domu, hurra!!! Z jednej strony czujesz przerażenie, że ten czas tak szybko minął, że to już koniec, nie ma odwrotu, już więcej nie zobaczysz znajomych twarzy, już więcej nie wstaniesz rano, wyłączając budzik stwierdzisz "ee, dzisiaj nie idę na zajęcia, zostaję w łóżku". Ale z drugiej strony robisz krok do przodu, zamykasz pewien rozdział swojego życia, jesteś wolny- i od Ciebie zależy czy zechcesz kontynuować studia czy zaczniesz szukać pracy a może wyjedziesz w podróż swojego życia?! Ja wiedziałam jaki będzie mój następny ruch, tylko nie wiedziałam czy będę mogła go wykonać (patrz: kwiecień). W każdym razie miałam plan, i teraz Panie i Panowie jestem w tym miejscu gdzie chciałam być. 



7. Lipiec
  Chyba mój ulubiony miesiąc zeszłego roku. Odpowiedź ma 7 liter: WAKACJE !!! Nie wiem kiedy dokładnie narodził się w nas pomysł, by w te wakacje polecieć na Kretę. W każdym razie po wieeeelu godzinach poszukiwań hoteli, czajenia się na tanie loty zorganizowaliśmy sobie dwutygodniowe wakacje marzeń! Nie ma nic lepszego niż taki długi relaks na przepięknej wyspie w towarzystwie ukochanej osoby. Czytanie książki na leżaku, nasłuchując szumu fal turkusowej wody, łapiąc promienie słońca.. coś niesamowitego. Skóra muśnięta słońcem, wycieczka objazdowa wypożyczonym samochodem, zwiedzanie klimatycznych miejsc, wcinanie owoców, chodzenie w sukience i sandałach, uśmiech, wiatr we włosach! Podróżowanie jest jedną z moich pasji, czymś co kocham - i tkwią we mnie dwa typy podróżnika. Jednym jest typowy leniuch, który zaszyłby się na plaży, z kapeluszem na głowie, okularami na nosach i książką w ręku i się wygrzewał, drugim jest odkryca- osoba, która uwielbia zwiedzać, poznawać inną kulturę, zagraniczną kuchnię, historię. Uwielbiam podróżować! A jeszcze jak dodamy do tego cudowną, słoneczną pogodę to jestem w raju! Mam nadzieję, że i w tym roku uda nam się zorganizować podobne wakacje. 


8. Sierpień
    Tutaj trudno mi było podjąć decyzję co mi bardziej utkwiło w pamięci z tego miesiąca. Czy było to wesele polsko-włoskie mojej koleżanki z licealnych czasów czy może spotkanie w towarzystwie kilkunastu dziewczyn poznanych kilka lat temu przez inetrnet? W każdym razie zdjęcie odzwierciedla imprezowy charakter sierpnia. Zarówno o weselu jak i o naszym babskim weekendzie była notka na blogu, więc zbytnio nie będę się nad tym rozwodzić. Ale jak patrzę na zbiór moich zdjęć to naprawdę dużo czasu spędziłam w sierpniu w gronie przyjaciół. Miłe wspomnienia przede wszystkim :)



9. Wrzesień
  Tak, taak, TAAAAAK! W końcu się obroniłam. Kamień z serca? Nie w moim przypadku! To był prawdziwy GŁAZ z serca! Teraz definitywnie skończyłam ze studiami! Może porównanie nie będzie zbyt trafione, ale poczułam się jak więzień, który miał ręcę skute w kajdanach przez 3 lata. Serio. Poczułam w końcu długo oczekiwaną wolność, poczułam, że mogę zrobić krok do przodu i nie oglądać się za siebie. Naprawdę niesamowite uczucie. Poza tym ścięłam włosy. No i chyba tyle z takich ważniejszych wydarzeń w moim życiu z tego miesiąca haha ;)



10. Październik
  Upłynął mi pod kątem czekania na przeprowadzkę do Anglii! I tak jak od wiosny czekałam i czekałam na to wydarzenie tak nagle... stało się! To już, zaraz, teraz! No i bach, jestem już w Anglii :D Oczywiście nie obyło się bez oficjalnego pożegnania z przyjaciółmi, bez dłuuugich, ostatnich rozmów w pokoju z rodzicami. W tym miejscu chciałabym Wam napisać: nie bójcie się realizować swoich marzeń. Ja naprawdę chciałam spróbować życia w Anglii, tylko, no właśnie, w Polsce trzymały mnie studia, które postanowiłam dokończyć. Wracając do tematu przeprowadzki- ta myśl, że po raz "ostatni" śpisz we własnym łóżku... eh, łezka w oku się kręci! ;)



11. Listopad
  Nazwałabym miesiącem rozczarowań. Złapałam wtedy pierwszą, "angielską załamkę" związaną z poszukiwaniem pracy, mieszkania, poczuciem beznadziei. Po prostu wszystko się skumulowało na mnie i negatywne emocje nagle ze mnie wypłynęły. Na szczęście znalazłam oparcie w moim chłopaku i współlokatorce, która wciągnęła mnie do siebie do pracy. Jednak mimo to, dalej musiałam się ścierać z rzeczywistością, która bardzo mocno kontrastowała w niektórych aspektach z moimi wyobrażeniami. Ale co nas nie zabije (grzyb w domu) to nas wzmocni, chociaż może nie w tym przypadku. Jednak wiemy już jakiego budownictwa w Anglii się wystrzegać, żeby tego problemu nie było, no a tak poza tym to na wczesną wiosnę mamy bardziej konkretne plany, ale o tym może innym razem! Bo teraz przecież wspominamy!!! 



12. Grudzień
  Na pierwszy plan wysuwają się święta bez rodziny w domu innym niż ten z mojej magicznej wsi u babci i dziadka. I powiem Wam szczerze, że kto tego nie przeżył ten nie zrozumie jakie takie święta są... przykre. W ogóle nie czułam tej atmosfery, tego wszystkiego, bardziej czułam się jak na imprezie z konkretnie przygotowanym jedzeniem (specjalne podziękowania dla Agnieszki i Piotrka, którzy się tym zajęli). Prawdziwych świąt, do których jestem przyzwyczajona niestety nie udało nam się odtworzyć. Poza tym pracowałam zarówno w Wigilię jak i 26. grudnia... więc co to za święta! Ale może to i dobrze, bo miałam mniej czasu, by poddać się nostalgii i smucić? Mimo, że Mikołaj przyniósł mi świetne prezenty (w końcu byłam bardzo grzeczna, albo po prostu Mikołaj ma niezbyt rzetelnego donosiciela :D) to po prostu się popłakałam. Złamałam się. I nie wstydzę się tego, bo po raz kolejny uświadomiłam sobie co dla mnie jest najważniejsze, czego (kogo) mi brakowało w te specjalne dni :) Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, 30 grudnia kupiliśmy bilety na 21 do Polski i leeeecimy na tydzień! Tak, to też przecież grudniowe wydarzenie! Nie chcę po prostu tak dużo smęcić. :D!


Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca! Mam nadzieję, że dla Was miniony rok był bardziej łaskawy niż dla mnie i że czujecie się spełnieni :) Zaś na nadchodzący rok życzę wszystkim dużo zdrowia (to najważniejsze) i odwagi, żeby wziąć swoje życie w swoje ręce i uporu, by zmagać się z problemami życia codziennego! Zaraz zaraz, z jakimi problemami? Żyjcie beztrosko, tego Wam życzę!

Niech rok 2015 będzie WASZYM ROKIEM!

Wszystkiego dobrego!