Strony

piątek, 28 listopada 2014

5 największych zaskoczeń w Anglii

Kiedy człowiek przeprowadza się do innego miasta jest zaskoczony. Musi się przyzwyczaić do nowych numerów komunikacji miejskiej, do innych ulic, no ogólnie- musi zapoznać się z nowym terenem i do niego przywyknąć. Ale... kiedy zmienia się kraj na zupełnie inny, odmienny od rodzimego można przeżyć ogromne (!) zdumienie. Poza wcześniej wymienionymi sprawami zmienia się wiele, wiele innych rzeczy.

Ja, równy miesiąc temu przeprowadziłam się z chłopakiem do Bristolu, miasta w południowo-zachodniej części Anglii. Nie chcę Wam pisać o tym jak zaskoczyły mnie dwa krany w łazience, czy inne wtyczki na prąd bądź włączniki światła, bo to chyba oklepane tematy; z resztą na to byłam przygotowana.

Zatem Panie i Panowie przedstawiam Wam pięć zupełnie MOICH NAJWIĘKSZYCH ZASKOCZEŃ w Anglii. Zapraszam do lektury ;) :D



1. Ruch lewostronny- wierzcie mi, lub nie, ale jest to naprawdę mylące, zwłaszcza jeśli ktoś często jeździł samochodem w Polsce. Mnóstwo razy zdarzyło mi się spojrzeć w złą stronę podczas przechodzenia przez jezdnię, równie często myliłam przystanki autobusowe… Samochody objeżdżające rondo od lewej strony- no niestety, ale do tego trzeba przywyknąć. Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu danie sobie czasu. Jestem w UK ponad 3 tygodnie i powoli zmieniłam swój wpajany od dziecka nawyk patrzenia lewo-prawo-lewo przechodząc przez ulicę na prawo-lewo-prawo. Trzeba się przystosować! ;)

2. Odnosząc się do punktu powyżej nie mogłabym nie wspomnieć o… sielance na ulicach. Co mam na myśli pisząc „sielanka”? Mianowicie to, że bez najmniejszego problemu, można (po uprzednim upewnieniu się czy nic nie nadjeżdża w naszą stronę) przechodzić przez pasy na czerwonym świetle. Naprawdę. Tu każdy tak robi. Jest grupowe przechodzenie na czerwonym. I nikt nie myśli sobie „wariaci!”, tutaj jest to normalne. Tak samo normalne jak przechodzenie przez ulicę bez pasów, bez świateł, po prostu między samochodami… i zatrzymywanie się kierowców, by Cię przepuścić. W Polsce (choć nigdy tego nie próbowałam) domyślam się, że pierwszym takim wybryku skończyłabym nieźle poturbowana ;)

3. Kultura! Wsiadasz do autobusu, przepychasz się łokciami, taranujesz wysiadających, byle tylko zająć miejsce? Nieee, nie tutaj! W Anglii wysiadający mają pierwszeństwo, a wsiadający czekają spokojnie w kolejce przed autobusem. Ale to nie koniec kulturalnego zachowania w komunikacji miejskiej. Bo tutaj nie jest dziwne, że gdy czekasz na swoją kolej, żeby wejść to osoba przed Tobą (nawet starsza pani czy pan- WOW!) Cię przepuszczają. Czy to nie miłe? Bardzo! Na dokładkę dodam tylko, że wysiadający zawsze dziękują kierowcy. Od razu podróżowanie komunikacją miejską staje się inne, przyjemne.

4. Beztroskie życie mieszkańców. Akurat kilka dni po tym jak się przeprowadziliśmy było Halloween. I uwierzcie mi- młodsi czy starsi byli przebrani w najdziwniejsze, najbardziej zwariowane kostiumy ever! Mężczyzna w różowych klapkach, szlafroku i blond peruce z loczkami? Czemu nie? :D Oj uwierzcie, co ja się wtedy naoglądałam... I nikt nie był ani zniesmaczony, ani zaskoczony... wszyscy dobrze się bawili :) Ostatnio też czekając na autobus podjechało dwóch mężczyzn zajmujących się wymianą worków na śmieci w miejscach publicznych i.. założę się, że mieli ze sobą jakiś zakład (albo po prostu chcieli mieć ubaw w pracy), bo jeden z nich wysiadł z samochodu z piórami Indianina na głowie wydając Indiańskie głosy i dziwnie skacząc wykonywał swoją pracę :D Nie tylko jego towarzysz miał ubaw- ja też! ;)

5. Opakowania produktów spożywczych. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w kuchni pojemnik wyglądający jak proszek do czyszczenia kuchenki nie wiedziałam, że to... SÓL!!! :D Kiedy zobaczyłam parówki zapakowane w puszkę również nie mogłam uwierzyć własnym oczom! (nie chcecie wiedzieć jak to smakuje... :P) Nie mogę zapomnieć oczywiście o płatkach śniadaniowych w kartonowych opakowaniach! Kto z Was o takich płatkach niczym z reklamy zawsze marzył? Ja, ja, ja!!! :D A teraz mam je w zasięgu ręki :D (osobiście nie wiem co w nich takiego innego, fajnego, ale kiedy jest się dzieckiem... :D). Naprawdę jest tu trochę dziwactw spożywczych, mniejszych, większych.. Powoli staram się to wszystko ogarniać, choć bywa naprawdę trudno :P


I tym oto sposobem dotarliśmy do końca.
Mam nadzieję, że niczego ważnego nie pominęłam, ale to jest te TOP 5, które zaskoczyły mnie najbardziej. 

W gratisie Wam podam jeszcze jednego "suprajsa"- mianowicie jeden z sąsiadów przed domem postanowił udekorować podwórko sztucznym śniegiem i dmuchanymi gadżetami: bałwanem, balonem i mnóóóstwem innych. Czy to nie za wcześnie? :D

Dziękuję i do zobaczenia! :)

P.S Czy ten śpiący misiek również Was tak rozczula jak mnie? Musiałam mu cyknąć fotkę, nie mogłam się oprzeć!




piątek, 7 listopada 2014

hello Bristol

Hej :) od ponad tygodnia goszczę w Bristolu... ale zaraz, zaraz. Czy słowo "goszczę" jest odpowiednie? No bo w sumie ja tu się przeprowadziłam! :D Tylko, że dalej czuję się jakbym była na wakacjach.. ciekawe kiedy to minie :)

póki co jestem zauroczona tym miastem, przyjaznymi ludźmi, a także brytyjskim akcentem (który sprawia wiele trudności w rozumieniu)- mimo to i tak mi się podoba <3
Mam dla Was kilka zdjęć z naszego tygodniowego pobytu :) Pierwsze z nich są z Brandon Hill, jednego z najstarszych parków w Bristolu. Całkowicie się w tym miejscu zakochałam- natura, cisza, spokój... pomimo pory roku i tak było zielono. Spotkaliśmy tam mnóstwo popielatych wiewiórek, które nie były znowu aż tak bardzo nieufne. Mimo iż park jest położony w centrum miasta można tam się naprawdę zrelaksować. Idealne miejsce na spacer we dwoje :)







Kolejne miejsce, które odwiedziliśmy w tym tygodniu i które urzekło nas mega mocno jest Clifton Supension Bridge- most wiszący nad rzeką Avon znany jako most samobójców. Robi on n i e s a m o w i t e wrażenie! Jest symbolem Bristolu. Konieczny punkt do zobaczenia, tego nie można przegapić :)





Przy takiej okazji nie mogłam odpuścić i nie zrobić sobie kilku zdjęć z takim widokiem w tle :)






Do zobaczenia następnym razem! :)