Strony

wtorek, 14 października 2014

It's time to change

Za mną dość dobry okres w życiu- zaczynając od obrony pracy licencjackiej i otrzymania oceny końcowej 4,5 na dyplomie (totalny szok, gdyż byłam często żołnierzem kampanii poprawkowych), poprzez dobre wyniki badań bliskiej mi osoby, która zmaga się z niespodziewaną chorobą, małymi krokami docieram do tego miejsca w moim życiu o którym marzyłam od dawna. Za mną trzy lata studiów, które okazały się nietrafionym wyborem, a z racji tego, że były to studia dzienne- musiałam zmagać się z nimi kilka razy w tygodniu. Możecie pomyśleć "to dlaczego nie rzuciłaś tych studiów?" lub "dlaczego nie zmieniłaś kierunku", ale uwierzcie, że gdybym miała możliwość studiowania innego kierunku związanego z moimi zainteresowaniami to bez wahania bym tak zrobiła. Z kolei całkowicie rzucać studiów nie chciałam, cóż innego mogłabym robić gdybym tak postąpiła? Pewnie siedziałabym na kasie w jednym z marketów, a niestety moje ambicje sięgają nieco ponad to ;) Na koniec dodam, że czuję się oszukana przez Uniwersytet Szczeciński, który w momencie rekrutacji obiecywał specjalność PR zaś w trakcie studiów słuch o niej zaginął. No cóż. Zdarza się.

Ale jest coś o czym myślałam od dawna. Coś co uwzględniłam w swoich długodystansowych planach już jakiś czas temu. I właśnie niebawem zamierzam wskoczyć na tę wysoką, wyczekiwaną falę, która napawa mnie zarówno przerażeniem jak i nadzieją. I zamierzam dać się jej ponieść. 

Mianowicie za piętnaście dni się przeprowadzam. Miejscem docelowym jest Bristol w Anglii, piękne miasto, w którym kręcono swego czasu mój ulubiony serial "Skins" (kto nie widział niech żałuje! :P). Jestem tak niesamowicie podekscytowana!!! Muszę przyznać, że jestem osobą, która ma jakieś życiowe cele. Są one mniejsze, lub większe, ale zawsze z tyłu głowy świeci mi się lampka, która przypomina mi dokąd aktualnie zmierzam. I po co. Jest to pewnego rodzaju mechanizm napędowy, który motywuje mnie do działania nawet w niesatysfakcjonujących warunkach. 

Kiedy się obroniłam, zamknęłam za sobą rozdział w moim życiu, który nie zaliczam do najlepszych. Zyskałam czas. Dla siebie, dla przyjaciół, dla rodziny. Wysypiam się, czytam mnóstwo książek, częściej widuję się z bliskimi mi osobami. Zostały mi jeszcze tylko dwa weekendy pracy i będę absolutnie wolna. Już nie mogę się doczekać! 

W końcu czuję, że zmierzam we właściwym kierunku... już nie idę ku niemu, ja wręcz BIEGNĘ !!! :)

(zdjęcie pochodzi ze strony: http://blogs.ft.com)


środa, 8 października 2014

Metalic Blue make-up

Dziś chciałabym zaprezentować Wam makijaż, który zrobiłam w poprzedni weekend  na urodziny koleżanki. Ponieważ byłam ubrana w czarną sukienkę i czarne szpilki postawiłam na zdecydowany, mocny makijaż oka w połączeniu z lśniącymi ustami nude.

Oto co mi z tego wyszło:








Osobiście uważam, że jest to jeden z moich lepszych makijaży (gdybyście widziały jak zaczynałam przygodę z malowaniem oczu cieniami to... nie wiedziałybyście czy śmiać się czy płakać :D), aczkolwiek.. dopiero po zrobieniu zdjęć zauważyłam jak bardzo rozlał mi się błyszczyk na ustach... No nic, trudno, wiem jakiemu kosmetykowi podziękuję  już za współpracę ;)

Lista użytych kosmetyków:

podkład | foundation: Pharmaceris delikatny fluid intensywnie kryjący (Sand 02) zmieszany z Bell Illumi Corrector  Lightening Skin Perfection Make-up long-lasting (odcień nieznany :P)

puder | powder: Bell 2skin Pocket Powder (Transparent 041)

róż | blush: Yves Rocher Blush Naturel (Teint mat abricote 31)

baza pod cienie | eyeshadow base: Hean Stay On 

cienie | eyeshadows: Inglot (395), granat z palety Sleek- Storm,
dolna powieka: Catrice Absolute Eye Colour (350)

kredka | eye pencil: Pierre Rene Eye Liner (black)