Strony

sobota, 27 września 2014

Wspomnienie lata

Uwielbiam lato. Za to, że jest cudownie ciepło. Za to, że można nosić zwiewne sukienki. Za kąpiele w morzu, spacery po zielonym parku, za kwitnące kwiaty. Za urocze piegi na policzkach!
Przeglądając zdjęcia na moim komputerze natknęłam się na zeszłoroczną "sesję" w zbożu. Miałam na sobie zwiewną sukienkę ecru z h&m, beżowe sandały na koturnie i kapelusz (pamiątkę z wakacji). Całość wyszła (w moim odczuciu) dosyć fajnie.








Uwielbiam lato i każdy kolejny dzień września mnie tylko w tym przekonaniu umacnia. Co zrobić, aby przetrwać jesień i zimę? Jak odnaleźć powody do radości w tych smutnych, zimnych miesiącach? Jakieś rady?

Pozdrawiam i życzę wszystkim relaksującego weekendu :)
Mój ubiega pod znakiem nauki... praca licencjacka się sama nie obroni ;) Trzymajcie kciuki!





czwartek, 18 września 2014

Z jasnego blondu na ciemny blond- powrót do naturalnego koloru włosów

Witam witam, dziś post nietypowy, inny niż moje trzy wcześniejsze. Będzie on pewnego rodzaju relacją jak wróciłam z rozjaśnianych włosów w kolorze bardzo jasnego blondu do swojego naturalnego koloru- ciemnego blondu.
Zacznijmy od tego, że włosy zaczęłam farbować/rozjaśniać dość młodo (czego okropnie żałuję, ale zawsze lubiłam zmiany związane z wyglądem). Ok zaczynamy fotorelację! :)

1. Pierwszy raz zafarbowałam włosy w domu. Niestety rozjaśniły się słabiutko, więc po miesiącu powtórzyłam zabieg. Dalej nie byłam zadowolona z efektów, więc chciałam wrócić do ciemnego blondu... wyszedł zielono!
2. Postanowiłam zatem zmienić farbę na inną... Kolor wyszedł w miarę ok. Ponosiłam go trochę i znów głupota ze mną wygrała :D Kombinowałam z blondem (samodzielnie w domu)... Lecz będąc niezadowolona z efektów poszłam do fryzjerki, która zrobiła mi blond balejaż:




3. Po jakimś czasie jak włosy odrosły postanowiłam spróbować sklepowej farby L'oreal Recital Preference. Niestety farba złapała okropnie nierówno na wcześniejszy balejaż:


4. Zaczęłam zatem poszukiwania lepszej farby. Sporo się ich przewinęło, z każdym kolejnym razem włosy było coraz jaśniejsze:


5. I coraz bardziej zniszczone...




6. Przyznam się bez bicia, że je po prostu spaliłam. Wilgotne włosy ciągnęły się jak guma, zaś po wyschnięciu były sianowate, połamane... jednym słowem okropne! Zaczęłam więc chodzić prywatnie do fryzjerki na samo rozjaśnianie odrostów i o dziwo okazało się, że moje włosy są bardzo oporne na proces rozjaśniania- woda 12% + rozjaśniacz nie dawały pożądanych efektów... No ale kilka razy jeszcze do niej pochodziłam- absolutnie nie chciałam rozstawać się z blondem a i tak nie sądziłam, że grzeszę zważając, że rozjaśniałyśmy wyłącznie odrosty.

7. Lecz pewnego dnia powiedziałam sobie: dość! Rozum w końcu wziął górę nad chęcią posiadania jasnych włosów! Hurrra! Tylko jakby tu wrócić do naturalnego koloru? Wyhodowałam sobie całkiem spory odrost (i wtedy często nosiłam conrowsy, które wyglądały przez ten odrost całkiem fajnie :D)


Przyciemniłam włosy (w domu, a jakże) farbą z Garniera w kolorze ciemny blond, jednak kolor wyszedł... dość popielato:


8. Oczywiście bardzo szybko się wypłukiwał. Na szczęście byłam bardzo zdeterminowana i wiedziałam, że muszę jeszcze kilkukrotnie położyć na włosy kolor, żeby pigment się w wytrawionym włosie utrwalił.




9. Kolor po trzecim razie się utrwalił :) niestety wytrawione blondem włosy baaardzo odstawały od rosnących zdrowych, gładkich włosków. Wisiały okropnie jak strąki, kolor schodził szybciej, były matowe - okropieństwo. I wtedy... poszłam z koleżankami na casting do pokazu fryzjerskiego :) Po omówieniu wizji fryzjerki zdecydowałam się radykalnie ściąć włosy i je zafarbować. [nie patrzcie na miny, to klatki z głupiego filmiku]



10. Dawno nie byłam tak zadowolona jak wtedy z tego jak one wyglądały! A ponieważ odrost był mało widoczny postanowiłam, że nic już z nimi nie robię- niech sobie rosną już teraz moje. Miały do tego przecież idealne warunki :) A im były dłuższe tym odrosty lepiej się komponowały z farbowańcami ;) 



11. I ponad roku postanowiłam, że skoro i tak kiedyś będę ścinać farbowaną część- to rozjaśnię sobie same końcówki i zrobię sobie ładne ombre. Poszłam do fryzjerki- ale włosy rozjaśniły się może o ton! Tego samego dnia poprawiałam zabieg w domu... efekty były satysfakcjonujące :)








12. Uwielbiałam ten efekt, ale niestety rozjaśniacz dał popalić moim włosom... była wyczuwalna, spora różnica między włosami moimi a blond. Więc co jakiś czas po prostu podcinałam 'ombrowe' końcówki



13. Aż w końcu nadszedł dzień, że pozbyłam się i tego środkowego, pokazowego koloru :) I zaczęłam cieszyć się w całości swoimi naturalnymi włosami! Po tylu latach zmagań, regeneracji, pieniędzy wydanych na odpowiednie kosmetyki/leki...



14. W chwili obecnej (jako kobieta lubiąca zmiany) moje włosy są po dość znacznym ścięciu :) Niestety długości, chyba takie  jak na zdjęciu powyżej nie są odpowiednie dla mojego rodzaju włosów- cieniutkich, ciężkich, mocno wygładzonych. Choć mam wrażenie, że ta fryzura bardzo mnie odmładza to zyskała na pewno na objętości :) 



Przyznam się, że proces zapuszczania włosów sam w sobie był... wymagający. Odpowiednia suplementacja (głównie vitapil), regenaracja (henna treatment wax, gliss kur oil nutritive, maska ce ce med algowa, maska stapiz wygładzająca, olej rycynowy, nafta, seboradin, ampułki radical oraz wiele wiele innych) naprawdę kosztowały mnie trochę pieniędzy, ale co najważniejsze CIERPLIWOŚCI. I wytrwałości w zapuszczaniu naturalnego koloru. 

Ważne jest, aby wytrwać w swojej decyzji. Nie poddawać się, nie załamywać... włosy w końcu odrosną. Oczywiście, że tęsknię za blondem- ten kolor (choć teraz nie dążyłabym do lalkowego odcienia) dodaje wiele uroku kobietom. Doskonale się w nim czułam ;) ale naturalne włosy... są takie wygodne! Mogę być zmęczona, chora, niepomalowana, blada- a wyglądam dobrze. W blondzie niestety musiałam być zawsze pomalowana, bo inaczej wyglądałam jak chodzące nieszczęście (w połączeniu z brwiami cienkimi jak nitki na pewno :D). Dodatkowo naturalne włosy nie wymagają specjalnej pielęgnacji, czasochłonnej regeneracji. Jedynym ważnym minusem jaki zauważyłam jest to, że moje włosy nie są tak podatne na układanie jak wtedy. No ale wtedy były sztywne, bo były zniszczone :) a wolę żeby były zdrowe, lśniące i piękne!

Dziewczyny jeśli chcecie wrócić do natury uwierzcie mi, że warto! Nie poddawajcie się :) Wasze włosy będą Wam na pewno wdzięczne :) Moje przynajmniej są bardzo... :)










niedziela, 7 września 2014

Wesele polsko-włoskie i odrobina Warszawy

Witam wszystkich po długiej przerwie :)

Jakiś czas mnie nie było, ale to dlatego, że muszę załatwić parę ważnych spraw do końca, a niestety naglący czas nie idzie u mnie w parze z mobilizacją. A szkoda. Licencjat sam się nie obroni (w kampanii wrześniowej a jakże). Poza tym praca, praca, praca. Ale już niedługo nadejdzie czas wielkich zmian w moim życiu, czego prawdę powiedziawszy nie mogę się już doczekać. Ale o tym może innym razem ;)

W zeszły weekend byłam ze znajomymi w Warszawie, choć ostatecznym naszym celem było wesele pod stolicą (Zdunowo). Pierwszy dzień (i noc) spędziliśmy jednak w centrum Warszawy, która za każdym razem chwyta mnie za serce... uwielbiam duże miasta.

Sami zobaczcie! Nie pogardziłabym mieszkaniem z takimi widoczkami...



Na szczęście nie byliśmy (jak zazwyczaj na wyjazdach) tylko we dwoje- towarzyszyła nam świetna para znajomych. Zaciągnęłam ich do Ogrodu na bibliotece UW, ponieważ słyszałam wiele pochwalnych opinii na temat tego miejsca.







ale chyba było po sezonie :P bo podziwialiśmy jedynie... trawę :D Daliśmy sobie spokój ze zwiedzaniem, byliśmy padnięci po 6godzinnej podróży. Poszliśmy zatem się relaksować w domu Magdy i Davide (pary młodej) spacerując po centrum Warszawy.

W piątek miało miejsce wesele. Na początek cudowna, jakże inna msza polsko-włoska (tak, pan młody jest Włochem), później świętowanie w przepięknym pałacu w Zdunowie:

(zdjęcie pochodzi ze strony: www.e-turysta.net)

A teraz czas na zdjęcia mojego autorstwa:















Po pierwsze- cudownie było spotkać się z Magdą (koleżanką z liceum) po takim czasie, w tak ważnym dla niej dniu. Cieszę się, że mogłam być przy niej i świętować wspólnie z nią jej nowy, piękny etap w życiu. Po drugie- wesele było inne niż wszystkie: rzekłabym, że dostojne, choć nie zabrakło śmiechu, a także "multi culture"- przy naszym 12osobowym stoliku były dwie osoby z Wielkiej Brytanii i jedna z Nowej Zelandii. Oczywiście weselne trunki rozwiązały dość szybko barierę językową ;) Największą furorę na nas zrobiła fotobudka- pierwszy raz spotkaliśmy się z takim gadżetem osobiście. Efekty widać na ostatnim zdjęciu :) Reasumując- zabawa była przednia, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi i byłam uczestnikiem cudnego wydarzenia jakim jest ślub... 


Do następnego! ;)