Strony

środa, 27 sierpnia 2014

Babski weekend w Krakowie

W zeszły weekend miałam okazję pojechać do Krakowa, by spędzić trzy super dni z moimi internetowymi koleżankami (z którymi znam się hmmm ponad 6 lat? jakoś tak :)) Poznałyśmy się na dość znanym forum publicznym, a obecnie 'siedzimy' na prywatnym, gdzie nikt nie ma dostępu. I jest fajnie! Znamy się dosłownie od podszewki... Przez internet łatwiej jest się otworzyć, wyrzucić z siebie to co siedzi na serduchu. No jest rewelacyjnie mając takie przyjaciółki (mój chłopak nazywa nas sektą, ale to już swoją drogą :D) z którymi można podzielić się W-S-Z-Y-S-T-K-I-M!

Rok temu udało nam się zorganizować pierwszy weekendowy zjazd- w Warszawie, a 1,5 miesiąca później był kolejny we Wrocławiu. A w tym roku postawiłyśmy na przeuroczy Kraków - miasto, które robi ogromne wrażenie! (te smaczne obwarzanki, które ja nazywam preclami... mmm :D pyszności!)

Poza konkretnym imprezowaniem, połączonym z plotkowaniem (nieletnie francuzki z pokoju obok nie były zbyt zadowolone) trochę też zwiedziłyśmy :) Jadłyśmy pyszne lody z lodziarni na ulicy Starowiślnej... mniam! Pojechałyśmy na Zakrzówek i... złapała nas ogromna ulewa (przez którą moje śnieżnobiałe conversy zrobiły się brązowe :D), także zamiast podziwiać piękne widoki to sterczałyśmy ściśnięte pod dwoma parasolami.

Podzielę się z Wami kilkoma zdjęciami z wyjazdu






zdjęcie z zaskoczki z lodami :D


patrząc na te zdjęcie OFICJALNIE stwierdzam, że moje włosy proszą się o wizytę u fryzjera! ;)



Cholera, dodaję tego posta i sama się do siebie cieszę jak głupek ! Ale co zrobić- było cudownie! Która z dziewczyn nie marzy o takim babskim wyjeździe? A mając tak liczną ekipę nie sposób wrócić niezadowoloną.. 

Największą furorę i spustoszenie ( :D ) zrobił welon, w którym każda chciała sesję zdjęciową.
Oto ja... (przerobiłam zdjęcie, ponieważ podoba mi się tło, ale... ja i welon? NO WAY!)


i nie ja !


moje dziewczyny!


Nie no co się będę rozpisywać! Jestem bardzo szczęśliwa, że mam taką super zgraną wieeelką paczkę swoich dziewczyn! :)

na koniec jeśli ktoś ma ochotę zapraszam na film-relację z tego wyjazdu ;)



Do następnego razu!







środa, 13 sierpnia 2014

Cretan Memories - Wspomnienia z Krety

Hej!
Chciałabym podzielić się z Wami czymś wyjątkowym- mianowicie wspomnieniami z tegorocznych wakacji. 
W lipcu udało mi się skoczyć na cudowny, dwutygodniowy odpoczynek na... Kretę ! Poza bagażem, aparatem, dwiema książkami (a jakżeby inaczej!) zabrał się ze mną także mój chłopak.

Sama podróż była męcząca- musieliśmy dojechać 6 godzin pociągiem do Wrocławia, skąd mieliśmy wylot do Chanii (mniejszego lotniska). Zanim dotarliśmy do naszego pierwszego hotelu minęło kilkanaście godzin- a w tym miały miejsce trzy przesiadki, targanie walizek, spanie na dworcu autobusowym. No ale tak to już jest jak się organizuje wyjazdy na własną rękę (więcej roboty, ale też więcej satysfakcji i pieniędzy w portfelu haha).


Pierwszym naszym celem była miejscowość Stalida/Stalis. Cudowne, klimatyczne miejsce, takie typowo turystyczne. Wzdłuż plaży była taka -powiedzmy- promenada, na której było mnóstwo cudownych knajp. 













Po zaprzyjaźnieniu się z tą uroczą miejscowością nadszedł czas, aby wypożyczyć samochód (padło na zabójczego, cytrynowego Matiza o siejącym grozę silniku ... 1.1 :D). W jeden dzień zwiedziliśmy północno-wschodnie wybrzeże wyspy. Po drodze podziwiając też na takie widoki...







Sitia 



Podróżowanie samochodem dostarczyło nam też trochę adrenaliny. Kreta jest górzysta, niektóre drogi są przerażająco wąskie i w pobliżu przepaści. Po Sitii zahaczyliśmy o słynną plażę Vai, która jest przereklamowana. To znaczy, widok z góry naprawdę robi wrażenie, ale sama plaża nie do końca nam podpasowała, więc tam nie zostaliśmy. Niedaleko zatrzymaliśmy się, by kupić podobno najsłodsze banany na świecie z pobliskiej plantacji. Owszem były słodkie i urocze (takie malusie), ale chyba też spodziewaliśmy się czegoś więcej. Ale ważne, że spróbowaliśmy, prawda?


Kierując się na zachód zauważyłam przepiękną, małą plażę. Zaparkowaliśmy naszego wystrzałowego banana i poszliśmy się popluskać... Tam było cudownie! Plaża nazywa się Voulisma Beach :)




Kolejną dużą stacją była słynna turystycznie  mieścina Agios Nikoalos. Prawdę mówiąc jakoś specjalnie nas nie urzekła- panował tam ścisk i jakoś ogólnie nie przypadła w nasze gusta. To jedyne zdjęcie, która tam wykonałam.



Zajechaliśmy także do Jarapetry, jednak nie udało nam się znaleźć tego 'powiewu Afryki' i cudownej piaszczystej plaży, także tam też za długo nie posiedzieliśmy.
Kolejne dni upływały nam na słodkim leniuchowanie w naszej ukochanej Stalidzie; zwiedziliśmy także sąsiadującą z nią Malię (jeśli komuś nie przeszkadza typowo imprezowy klimat w towarzystwie 16-20 latków to to miasto będzie odpowiednie). 

Mój ukochany walczy z falami w Stalidzie haha


Drugą naszą bazą docelową, jeśli chodzi o noclegi była miejscowość Platanias w okolicy Rethymno. Samo Platanias niestety nie ma nic ciekawego do zaoferowania, nasza plaża hotelowa była kamienista a w wodzie musieliśmy walczyć z ogromnymi falami. Oczywiście ze 3 razy wylądowaliśmy w Rethymno, które mnie oczarowało... piękne miejsce z duszą. Najpiękniejsze jest tam stare miasto pełne wąskich, cudownych uliczek zapełnionych restauracjami, straganami oraz... turystami. Oczywiście port również robi wrażenie!















Czy to Gumpy Cat? :D


Pokażę Wam trochę zdjęć z zachodu słońca w Platanias. Uwielbiam zachody słońca...







Teraz czas na mały faux pas. W poszukiwaniu pięknej plaży wybraliśmy się autokarem na południe Krety - do Plakias. I... trafiliśmy na niepogodę! Było mega duże zachmurzenie i nawet pokropił deszczyk... było brzydko, szaro i ponuro. Ale widoki i tak przecudne (poza nudystami kilkaset metrów dalej) ;) ale wiadomo- co kto lubi!






Ostatnim celem hotelowym była miejscowość Chania. Wybraliśmy ją ze względu na pozytywne opinie, oraz oczywiście odległość do lotniska. Chania podobnie jak Rethymno zauroczyła mnie starym miastem, które jest przeogromne! Robi wrażenie zarówno w dzień jak i nocą. Port również zapada w pamięć!










A na koniec mam coś ekstra dla miłośników szerokich, piaszczystych plaż - Falassarna. Zdecydowanie podbiła serce moje i mojego chłopaka! Leniuchowaliśmy na niej ponad 6 godzin a i tak było nam mało ;)










A teraz straszne wieści! Nie udało nam się dotrzeć na Elafonisi i Balos (najpiękniejsze miejsca na wyspie). Pomimo 4godzinnych poszukiwań wolnego samochodu do wypożyczenia niestety musieliśmy obejść się smakiem. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;) wiecie co to znaczy? Że na pewno zawitamy na Kretę raz jeszcze... Dla Elafonisi, Balos, ale też Santorini! I wielu wielu innych pięknych miejsc, których jeszcze nie widzieliśmy.

Kreta jest dzika, górzysta, pełna przepaści i niesamowitych widoków. Kreteńczycy są uprzejmi, pomocni (chociaż jeżdżą jak wariaci, także uwaga!) a kuchnia grecka jest fenomenalna! 

Choć od naszego powrotu minęło już trochę czasu to i tak Kreta zapada w pamięć- obrazem, głosem, smakiem.. 



i zapraszam Was na krótki filmik-relację z wyjazdu :)